O roku. Uff. 1989

20 kwi 2023

Nie wiem, czy wyjdzie z tego cykl, ale ostatnio intensywnie się ukulturalniam, a nawet wylądowałem w loży. Choć ukulturalniam się i tam, gdzie nie ma lóż ani róż. Wylądowałem więc w innej epoce, śpiewogrze inspirowanej, być może Katarzyną Gaertner. Takie tam na cienkim szkle, malowanie. Historia miłości do (i w ) Solidarności, z wzajemnością i bez wzajemności.

W głowie miałem skojarzenia np. z musicalem Nędznicy. Ale ów powstał na podstawie klasycznego arcydzieła w dodatku znanego chyba wszystkim widzom jeśli nie z książki to z tej, czy innej filmowej adaptacji. Innym , moim, skojarzeniem był Bal Ettore Scoli, na którym oczy nie chciały mi się zamknąć z wrażenia, długo po wyjściu kina.  Ale to też wyższa półka. Może dlatego, że w całym przetańczonym filmie nie pada ani jedno słowo. A co z wyobrażonym, w  przedstawieniu, roku 1989? Nie wiem.

Należy docenić wysiłek aktorów włożony w inscenizację, taniec i niezły śpiew. A treści ? Wyłącznie liryczne. Narratorkami są kobiety: żona Wałęsy  Danuta, żona Kuronia Elżbieta-Gaja, żona (pierwsza) Frasyniuka Krystyna. Spektakl jest tyleż o Solidarności, ile o miłości. Z tym, że ta miłość jest w nim bardziej prawdziwa niż Solidarność. W tej drugiej częściej słychać fałszywą nutę, tym silniej, im bardziej spektakl zmierza do finału. Nawet jeśli Frasyniuk faktycznie bardziej tęsknił za niebieskim samochodem niż za żoną i jego miłość do niej była mniejsza niż do kapitalizmu.

Spektakl tak naprawdę opowiada historie bohaterek, bo bohaterów jakby mniej. I te bohaterki są bardzie prawdziwe niż bohaterowie, bardziej szczere, i bardziej poważne. Bohaterowie, ich, i wyznawców „pozytywnego mitu”, są małostkowi jak Wałęsa, trochę tragiczni jak Kuroń, trochę marni jak Frasyniuk, i komiczni jak Kwaśniewski. Wiem, nie ta bajka ale to nie ja uczyniłem go w tym spektaklu głównym rekwizytem okrągłego stołu. Nie ja też wymyśliłem finałowy radosny taniec kobiet pierwszego, drugiego i trzeciego planu, głoszących pozytywny mit.

Ja nie mogę zapomnieć dalszego ciągu, życia po życiu i po spektaklu. Planu Balcerowicza, który nie upadł dzięki wsparciu Kuronia, konkordatu podpisanego przez Suchocką i Unię Demokratyczną, ustawy antyaborcyjnej przegłosowanej pomimo sprzeciwu milionów kobiet. Upadłych stoczni i PGR-ów. Osławionego Ursusa, który jak Jezus upadał trzy razy i jak on nigdy nie zmartwychwstanie.

Tak naprawdę mimo, iż potraktowany całkiem niepoważnie, okrągły stół, najbardziej się nadawał na Pozytywny Mit. Symbol pokoju i solidarności ponad podziałami.  Ale bajka się skończyła gdy, całkiem pomięty w  sztuce, Adaś Michnik rzucił hasłem – Wasz Prezydent Nasz Premier. I potem już poszło… I doszło do dziś, gdzie znowu trwa ustalanie, kto stoi dziś tam gdzie kiedyś stało ZOMO, kto śpiewa cienkim głosem a kto dudni basem.

I miał rację Bic Cyc, gdy śpiewał, nie, nie na tej scenie – Nie mów mi o miłości. Nie mów mi mitach. Pozwól żyć dziś i martwić się przyszłością.

1989 – Koprodukcja Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego i Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Reżyseria: Katarzyna Szyngiera. Pomysł: Marcin Napiórkowski. Muzyka: Andrzej „Webber” Mikosz

Scenariusz: Marcin Napiórkowski, Katarzyna Szyngiera, Mirosław Wlekły

Teksty Patryk „Bober” Bobrek, Antoni Sztaba, Adam “Łona” Zieliński

Muzyka: Andrzej „Webber” Mikosz

Nie to nie jest recenzja. To wynurzenie starego szydercy (rocznik 1962).

Czytasz na własną odpowiedzialność.

Najnowsze

Powtarzanie historii?

Powtarzanie historii?

30 stycznia 1933 roku Adolf Hitler całkowicie legalnie przejął władze, czyli stery rządu, w sąsiadujących z Polską...