Pełczyńska-Nałęcz: Bez pracy nie ma kołaczy

18 kwi 2025

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, wiceprzewodnicząca Polski 2050 i ministra funduszy, w rozmowie w Radiu Zet powiedziała: „Bez pracy nie ma kołaczy”, komentując pomysł wprowadzenia dnia wolnego w Wielki Piątek oraz czterodniowego tygodnia pracy. W ustach osoby, która nie musi martwić się o opłaty, śmieciówki czy nadgodziny, taka wypowiedź brzmi jak kpina z ludzi, którzy harują, by związać koniec z końcem. Miała zabrzmieć zwyczajnie – zabrzmiała chłodno i z wyższością, jakby przepracowanie było winą pracowników, a nie problemem systemowym.

To nie tylko niefortunna wypowiedź, ale znak myślenia, w którym państwo nie wspiera ludzi pracy, tylko obawia się inwestowania w ich dobrobyt – jakby było firmą, a nie wspólnotą.

Wielki Piątek? „Nie przesadzajmy z wolnym” – czyli selektywna wrażliwość

Pełczyńska-Nałęcz w Radiu Zet stanowczo odmówiła poparcia dla wprowadzenia dnia wolnego z okazji Wielkiego Piątku. – „Nie można dawać wolnego, ile dusza zapragnie” – powiedziała. – „Wielki Piątek nie wymaga przygotowań, nie ma tej kolizji, jak przy Wigilii” – dodała, sugerując, że święto to nie zasługuje na specjalne potraktowanie. Wyraziła opinię, że mamy już „wystarczająco dużo dni wolnych” i należy zachować „rozsądek”.

Tyle że według danych PIE i Eurofound, liczba ustawowo wolnych dni w Polsce (13) jest niższa niż w Belgii (24), Austrii (15) czy Szwecji (15), a Polacy i tak pracują dłużej niż średnia unijna.

Pomijany jest także aspekt nierówności – aż 78% pracowników handlu i usług pracuje w Wigilię i inne święta na niepełnych etatach, często bez dodatkowych świadczeń. Dla nich święta to nie wypoczynek, ale kolejna zmiana. W tej sytuacji uznaniowe rozróżnienie – „Wigilia tak, Wielki Piątek nie” – wydaje się co najmniej nieuczciwe.

Wypowiedzi te wywołały oburzenie szczególnie wśród przedstawicieli mniejszości religijnych – dla wielu ewangelików Wielki Piątek to najważniejsze święto w roku. Podział na „ważniejsze” i „mniej ważne” dni wolne ma nie tylko wymiar symboliczny, ale też systemowy: odzwierciedla nierówności między dominującą większością a mniejszościami.

Jak zauważyła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, komentując temat na platformie X: „Pytacie w listach, czy po Wolnej Wigilii czas na wolny Wielki Piątek. A co, gdyby wolny był… każdy piątek? ?” – wskazując, że problemem nie jest tylko jedno konkretne święto, lecz szersze spojrzenie na prawo do odpoczynku i skrócenie czasu pracy.

Czterodniowy tydzień pracy? „Trzeba to skalkulować”

„Czy ktoś to gospodarczo skalkulował?” – pyta ministra funduszy w odpowiedzi na postulat skrócenia tygodnia pracy. Jakbyśmy mówili o utopii, a nie o realnych rozwiązaniach testowanych z sukcesem w krajach OECD.

Eksperymenty w Wielkiej Brytanii i Islandii pokazały: wyższa produktywność, niższa absencja, lepsze zdrowie psychiczne. Również w Polsce – choćby w Herbapolu – wprowadzenie czterodniowego systemu pracy przyniiosło wzrost efektywności.

Jak przypomina Agnieszka Dziemianowicz-Bąk: „Nie chcemy, żeby ktoś pracował krócej i zarabiał mniej. Chcemy, żeby pracował krócej i żył lepiej.” Ten postulat to nie fanaberia – to cywilizacyjna konieczność. Tymczasem reakcje ministry z Polski 2050 są chłodne, technokratyczne, jakby każda zmiana była zagrożeniem, nie szansą.

W rozmowie w Radiu Zet Pełczyńska-Nałęcz ostrzegała również, że „jest coraz mniej młodych ludzi, którzy muszą pracować na coraz więcej seniorów” i pytała: „Czy ktoś zobaczył, jaka będzie wysokość emerytur w efekcie, jakie będą zarobki?”

Tymczasem badania Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych z 2024 roku wykazują, że kobiety zatrudnione w systemie czterodniowym deklarują większą gotowość do posiadania dzieci – aż o 37% częściej niż kobiety pracujące w standardowym modelu pięciodniowym. Podobne wyniki przyniiosły eksperymenty w Szwecji, gdzie skrócenie dnia pracy do sześciu godzin w niektórych sektorach doprowadziło do wzrostu współczynnika dzietności z 1,7 do 1,9 w ciągu dekady.

To nie tylko argument za lepszą jakością życia, ale także konkretna odpowiedź na problemy demograficzne, na które powołuje się ministra. W ciągu ostatnich dwóch dekad współczynnik dzietności w Polsce spadł do 1,23 (2023), co oznacza jeden z najniższych wyników w UE. Prognozy ZUS wskazują, że do 2050 roku liczba osób w wieku emerytalnym przekroczy 11 mln, a pracujących będzie tylko 15 mln. W tej sytuacji kluczowe jest nie tylko wydłużanie czasu pracy, ale przede wszystkim tworzenie warunków sprzyjających godzeniu pracy z życiem rodzinnym.

Jak podsumowuje Dziemianowicz-Bąk: „Jeśli nie odważymy się myśleć o skracaniu tygodnia pracy, to przegapimy moment, w którym Polska mogła naprawdę coś zmienić. Nie możemy tylko gonić Zachód – musimy go czasem wyprzedzać.”

Wzór pracowitości

„Pracuję dużo, ale nikt mi nie kazał” – mówi Pełczyńska-Nałęcz, prezentując się jako wzór pracowitości. Tyle że ogromna część społeczeństwa nie ma wyboru. Nadgodziny, praca w kilku miejscach, zmęczenie i wypalenie – to nie styl życia, to konieczność. Pracuje się nie z pasji, ale z potrzeby przetrwania.

W tym kontekście słowa ministry nie brzmią jak motywacyjny apel, lecz jak banał klasy uprzywilejowanej. Taka narracja trywializuje realne problemy ludzi pracy.

Repolonizacja, czyli promocja prywatnych interesów

„Więcej polskiego kapitału – tak. Ale nie przez renacjonalizację” – przekonuje ministra. Dodaje: „Państwo nie powinno mieć hoteli”. To podręcznikowy przykład neoliberalnego redukcjonizmu, czyli przekonania, że państwo powinno ograniczyć swoją rolę do minimum, zredukować wydatki i oddać wszystko w ręce prywatnych firm. Jednak w ten sposób ignoruje się potrzeby społeczne i możliwość wykorzystywania publicznych zasobów do wspierania obywateli.

W wielu krajach UE państwowe hotele i obiekty noclegowe wykorzystywane są nie tylko komercyjnie, ale również jako część lokalnych strategii społecznych – od wsparcia w czasie kryzysów humanitarnych, przez krótkoterminowy pobyt dla osób w kryzysie bezdomności, po elementy systemu turystyki publicznej dostępnej dla mniej zamożnych. Rezygnacja z takich zasobów może ograniczać elastyczność państwa i samorządów w reagowaniu na potrzeby społeczne.

Twierdzenie, że „państwo nie powinno mieć hoteli”, stoi także w rażącej sprzeczności z twardymi danymi. Według Narodowego Banku Polskiego, udział kapitału krajowego w sektorze bankowym spadł z 58% w 1990 roku do zaledwie 21% w 2023 roku. Co więcej, 78% dotacji kierowanych do „polskich firm” trafia do podmiotów, w których kapitał zagraniczny przekracza 49%. O jakiej repolonizacji mówimy?

To nie jest odbudowa gospodarczej suwerenności, lecz prywatyzacja pod narodową flagą. Tymczasem prawdziwa alternatywa istnieje – to uspołecznienie: rozwój spółdzielni pracowniczych, wspólnot energetycznych, demokratycznie zarządzanych przedsiębiorstw lokalnych. To właśnie ten model gwarantuje, że kapitał i kontrola pozostają w rękach społeczności, a nie w rękach nielicznych właścicieli.

Bezpieczeństwo kontra parki – fałszywa alternatywa

„Wolę bezpieczeństwo niż kieszonkowe parki” – powiedziała Pełczyńska-Nałęcz. Trudno o bardziej krzywdzącą opozycję. Zieleń miejska to nie fanaberia – to element infrastruktury zdrowotnej i klimatycznej. Każdy hektar zieleni w mieście to średnio 1,3 mln euro oszczędności w kosztach leczenia, według danych WHO.

Ministerka nie ukrywała sceptycyzmu: „Zieleń miejska? Przepraszam, ale to nie jest coś, co w tym momencie decyduje o naszej przyszłości” – mówiła w Radiu Zet. A chwilę później dodała: „Ja wiem, że to modne, ale modą nie zbudujemy tarczy antyrakietowej.”

To retoryka fałszywego wyboru – jakby nowoczesne państwo musiało wybierać między czołgiem a drzewem. A przecież może rozwijać zieloną armię, inwestować w OZE, w ekologiczne technologie wojskowe – jak robi to choćby Wielka Brytania.

Jak wskazują raporty WHO i EuroHealthNet, zieleń w miastach najlepiej chroni przed chorobami układu oddechowego, wspiera zdrowie psychiczne i łagodzi skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych. To nie moda. To jeden z kluczowych warunków bezpieczeństwa społecznego w XXI wieku.

Promocja konta prywatnego – za pieniądze publiczne

Wirtualna Polska ujawniła szczegóły nietypowej umowy podpisanej między Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz a kierowanym przez nią resortem. Jak ustalił dziennikarz Patryk Michalski, dokument przewiduje możliwość wydawania nawet do 8000 zł miesięcznie z budżetu ministerstwa na promocję treści publikowanych na prywatnych profilach ministry w mediach społecznościowych. Choć formalnie określono to jako „użyczenie kont”, w praktyce oznacza to budowanie wizerunku publicznego osoby pełniącej funkcję ministra – za państwowe pieniądze.

Zapytana w Radiu Zet o tę praktykę, Pełczyńska-Nałęcz tłumaczyła: „Cel jest taki, żeby skutecznie dotrzeć do ludzi z informacją o projektach europejskich. Mam czarno na białym pokazane, że z profilu prywatnego post, nawet bez promowania, ma 16 razy więcej interakcji i 10 razy większe zasięgi niż ten sam post z profilu instytucjonalnego”. Według niej miesięczne wydatki promocyjne wynosiły średnio 1350 zł i „nie trafiają do żadnej prywatnej kieszeni”.

Problem polega jednak nie na bezpośrednich zyskach, lecz na charakterze tych treści – jak ustaliła Wirtualna Polska, wiele z promowanych materiałów to relacje z dnia pracy ministry, nagrania z jej aktywności w terenie czy spotkań z innymi politykami Polski 2050. To nie neutralna informacja publiczna, lecz budowanie osobistej marki z wykorzystaniem publicznych środków.

Jak zauważył prawnik Krzysztof Izdebski z Fundacji Batorego: „Nie powinno się promować osoby ministra za pieniądze z budżetu resortu. Ta umowa powinna zostać zerwana.” Tym bardziej że – według danych zebranych przez WP – oficjalne profile ministerstwa często mają większe zasięgi niż prywatne konta ministry, co podważa argument o „skuteczniejszym dotarciu do ludzi”.

Koniec złudzeń

W dzisiejszych czasach, gdy mamy problem z wypaleniem zawodowym, spadkiem liczby młodych ludzi i rosnącymi nierównościami, potrzebujemy nowych pomysłów. Niestety, Pełczyńska-Nałęcz zdaje się przekonywać, że nie warto zbyt szybko wprowadzać zmian. Takie podejście nie prowadzi do rozwoju, a do utkniecia w martwym punkcie – i to na nasz wspólny koszt.

Najnowsze

Powtarzanie historii?

Powtarzanie historii?

30 stycznia 1933 roku Adolf Hitler całkowicie legalnie przejął władze, czyli stery rządu, w sąsiadujących z Polską...

Sprawdź również

Kościuszko – problem dla prawicy

Kościuszko – problem dla prawicy

W 230. rocznicę Insurekcji 1794 roku, Senat RP poświęcił specjalną uchwałę z dn. 4 kwietnia 2024 r. Wielu polityków chętnie grzało się w blasku obchodów tej historycznej rocznicy i postaci samego Naczelnika Tadeusza Kościuszki. Czy jednak dla polityków prawicy idee...

Liga supermemów

Liga supermemów

Oczywiście Prezydent USA chciałby szefować lidze supermenów, ale życie to nie komiks, choć czasem bywa farsą. Aktualny prezydent nie powinien być zaskoczeniem dla świata ani tym bardziej dla Amerykanów. Przecież to nie pierwsza kadencja a wiadomo, że druga musi być...

Świat wstrząśnięty i zmieszany

Świat wstrząśnięty i zmieszany

Kolejny wybuch wulkanu intelektu, drzemiącego w mózgu Wielkiego Przywódcy Donalda Trumpa – za nami. Nie ma już zamiaru inwazji ani nawet kupna Grenlandii, zwanej niekiedy Islandią. Nie będzie już ceł 10%, ani tym bardziej 25%, w odwecie za wysłanie kilkudziesięciu...

Prawo silniejszego

Prawo silniejszego

Świat nie rządzi się już zasadami. Rządzi się rozkazem. A reszta ma słuchać albo płacić. Widać to dziś, gdy prezydent USA grozi Francji 200-procentowymi cłami za odmowę udziału w amerykańskiej „Radzie Pokoju”. Jeśli Europa nie postawi się teraz, ten sposób uprawiania...

Rząd chce uregulować grunty spółdzielcze po 36 latach

Rząd chce uregulować grunty spółdzielcze po 36 latach

Rządowy projekt ustawy przygotowany przez Lewicę i Ministerstwo Rozwoju i Technologii ma definitywnie rozwiązać problem nieuregulowanych gruntów pod budynkami spółdzielczymi. Zmiany obejmą około 100 tysięcy mieszkań w całej Polsce i po dekadach niepewności dadzą...

Niewdzięczny hegemon

Niewdzięczny hegemon

Już wiemy, dlaczego Trump się zafiksował na Grenlandii: ponieważ to zemsta na Europejczykach, bo nie dostał nagrody Nobla. Wyjaśnia to w strumieniu świadomości w liście wysłanym do premiera Norwegii: „Drogi Jonasie: Biorąc pod uwagę, że Twój Kraj zdecydował...

Strefa cudów

Strefa cudów

„Mamy to!” – zakrzyknąłby prezydent (Miszalski), a może nawet i zakrzyknął. Mamy Strefę Czystego Transportu. Co prawda, jeszcze nieprawomocną, ale szanse, że NSA uchyli ją w całości, są minimalne. Mamy więc to, mamy strefę, będziemy mieć czyste powietrze i pieniądze,...