Po co nam dzisiaj rabacja?

26 lut 2023

19 lutego 1846 roku wybuchła rabacja galicyjska, uznawana za największe powstanie chłopskie ówczesnej Europy – do dziś w mainstreamie nazywane „mordem” czy „ludobójstwem”. Co mówi o tej rewolucji literatura?

W przejętych folwarkach przez dwa miesiące chłopi dzielili się ziemią, przywracali dobra wspólne i wprowadzali zalążki demokracji bezpośredniej. Tymczasem konserwatywny i liberalny mainstream mają skłonność do przesadnych metafor. Krzysztof Varga, polemizując w „Gazecie Wyborczej” z Przemysławem Wielgoszem, nie tak dawno pisał o Szeli: „Ponieważ nasi oczywiście bohaterowie narodowi […] są zupełnie już zużyci i do czasów szalejącego kapitalizmu nie pasują, trzeba wyciągnąć z trumny kogoś […] nade wszystko otoczonego najczarniejszą legendą, legendą zdrajcy i rzeźnika”. W podręcznikach i historiografii rewolucja chłopska 1846 r. obok pejoratywnego określenia „rabacja” od dawna nazywana jest „rzezią”. O ironio, nimbem „rewolucji” otoczone bywają natomiast powstania narodowowyzwoleńcze – jak to przygotowywane w 1846 r. przez szlachecko-lewicową Centralizację, za niepowodzenie którego odpowiedzialnością obarcza się właśnie galicyjskich chłopów.

Myślenie to nieobce było największym lewicowym tuzom nauki i krytyki akademickiej. Maria Janion i Maria Żmigrodzka, analizując opresyjne mechanizmy feudalizmu, które doprowadziły do buntu, w książce Romantyzm i historia ubolewały jednocześnie nad rabacją jako „ciosem straszliwym” dla ruchu demokratycznego i „prób propagandy niepodległościowej wśród ludu”. W deprecjonującym chłopskich rebeliantów języku autorki powoływały się przy tym na Marksa, potępiającego rabację – który jednak zawsze wykazywał dość ambiwalentny stosunek do wiejskiego „motłochu”. „Motłoch” to odprysk, odpad, odrzut produktywnego społeczeństwa.

To kategoria ludzi-śmieci, którą objąć można rozmaite marginalizowane przez kapitalizm grupy: lumpenproletariat, włóczęgów, więźniów, żebraków, szaleńców, czarownice czy służące. Łapią się tu również chłopi – nie tylko jako „residua poprzednich stadiów rozwojowych” społeczeństwa, ale także zagrożenie dla ładu społecznego (jak dowodzą Łukasz Moll i Michał Pospiszyl, autorzy tekstu Filozofia polityczna motłochu). Co prawda „dobry” chłop zawsze pozostanie „dobrym” chłopem, dopóki wykazuje pracowitość i posłuszeństwo. Chłopstwo staje się motłochem w momencie, kiedy stawia opór, odmawia pracy i dokonuje zamachu na narzuconą mu hierarchię; kiedy w jego szeregach ujawniają się „obrońcy dóbr wspólnych” czy „zalążki alternatywnego porządku”.

„Jednym ze sposobów, w jaki myśliciele radzili sobie z pojawieniem się zagrożenia dla porządku klasowego ze strony grup niepasujących, niepoddających się łatwym kategoryzacjom i jednolitemu opisowi, było […] przypięcie im zbiorczej i deprecjonującej łatki masy, motłochu, tłumu, tłuszczy, hałastry. Reakcyjna filozofia motłochu […] poddawała swój przedmiot zewnętrznemu, oceniającemu i paternalistycznemu oglądowi, odmawiała mu racjonalności, dojrzałości, zdolności do skoordynowania działania i potencjału do rządzenia sobą” – piszą Moll i Pospiszyl. Te same cechy motłochu odnajdziemy u pisarzy i kronikarzy zajmujących się rabacją: odpodmiotowienie, niezdolność do samostanowienia, ułomność mentalna, moralna i umysłowa.

Tradycja szlachecko-chrześcijańska przebrała zrewoltowanych chłopów w szaty rodem z inferna, naznaczając ich grzechem, zdradą i frenezją piekielnych pomiotów. W 1847 r. Kornel Ujejski pisał jeszcze: „Mnóstwo Kainów jest pośród nas. Ależ, o Panie! oni niewinni”, winą za rabację obarczając austriackich „szatanów”. Ale już w Zbóju galicyjskim Władysława Anczyca Szela umiera jako potępiony „syn czarta”, który wzywa za sobą do piekła zaborców.

Wizje bratobójczej zbrodni Kainowej, piekielnych kaźni, dokonywanych na panach, plądrowania majątków i szatańskiej biesiady jako ostatecznego triumfu zła długo towarzyszyć będą reprezentacjom tej rebelii. Zygmunt Kaczkowski w Pieśniach z otchłani kreśli sielankowy obraz szlacheckiego dworu, zburzonego przez „wściekłych Kainów gromadę”. W Cioci Tekli Władysława Koziebrodzkiego trwa kosmiczna apokalipsa: „Dni straszne, w których łuny palących się kościołów i domów oświecały demoniczne bachnalie”. W Rozbitku Kaczkowskiego – to kosmiczna degrengolada: pijacka tłuszcza nie tylko dokonuje totalnej destrukcji, ale nieudolnie sięga po pańskie style życia: „Wydzierali sobie z rąk zbójcy rozmaite przysmaki, o których częstokroć nie wiedzieli, jak je mają spożywać. […] Zgoła, z której bądź strony było popatrzeć na ten kłąb ludzi, trudno było odgadnąć: piekło-li to jest, czy dom szalonych”.

Im później, tym usilniej poszukiwano postaci, „na którą można by złożyć całą odpowiedzialność za rok 1846” – pisze Franciszek Ziejka. Rola ta przypadła Szeli – jednemu z przywódców ruchu chłopskiego: „obdarowano go takim bagażem przestępstw, morderstw i wad, że nawet najmniej uprzedzony czytelnik musiał wzdrygnąć się na jego imię”. W dramacie Turoń z 1923 r. Stefan Żeromski konfrontuje świat postępowej szlachty, przygotowującej powstanie i deklarującej zniesienie pańszczyzny, oraz chłopów, którzy nie dają temu wiary. Szela pełni tu funkcję rzecznika ludu i mściciela wielowiekowych krzywd: „Żebym z was wytoczył, ilu was tu jest, jak okiem sięgnąć, wszystkę krew […] jeszcze by ta krew nie zmazała waszej winy”. Ale jego rządy okazują się krwawą tyranią. Na szczęście, „dobry” chłop Chudy ratuje sytuację i wyprowadza uwięzionych działaczy niepodległościowych. U Żeromskiego bowiem „chłop polski może aspirować do wspólnoty polskiej”, ale tylko jeśli „puści w niepamięć krzywdy wyrządzone mu przez panów” i zajmie się sprawą narodową, czyli pańską – zauważa Jagoda Wierzejska.

Wyjątki
Do wyjątków w historii rabacyjnej literatury należą szczególnie dwa teksty. W Weselu Wyspiański mistrzowsko demontuje większość mitów narodowych, w tym pozorną zgodę panów z ludem, podszytą paternalistyczną chłopomanią. Rabacja powraca tu jako wielkie wyparte, zmaterializowane w upiorze Szeli, który przybywa na wesele, przypominając o sprawczości motłochu. Kiedy motłoch chwyta za broń, żeby pójść do wspólnego powstania – to panowie nie potrafią wybudzić się z romantycznych snów o przewodniej roli szlachty. W rezultacie wszystkim, nie tylko chamowi Jaśkowi, w rękach ostaje się „ino sznur”. W Słowie o Jakubie Szeli z kolei Bruno Jasieński pokazuje rabację w groteskowej konwencji tańca ludowego: „Tańcowali raz po raz/ chłopska kosa, pański pas”, „Tańcowali piątą noc –/ runął dwór jak zgniły kloc”. Przyjmując perspektywę materializmu historycznego, Jasieński pierwszy potraktował chłopską rebelię jako sprawiedliwą, spełnioną utopię i zapowiedź przyszłej emancypacji klasy ludowej w kierunku społeczeństwa postklasowego.

Zwrot plebejski
W ostatniej dekadzie nowe ujęcia galicyjskiego zrywu pojawiają się na fali tzw. zwrotu plebejskiego m.in. w książkach historycznych Michała Rauszera, Adama Leszczyńskiego, Kacpra Pobłockiego. Ale z tematem mierzą się również prozaicy. W 2020 r. nagrodę Nike dostaje Radek Rak za Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli. Co prawda Rak przekonująco rekonstruuje krzywdy chłopskie, ale osią konfliktu Szeli z Wiktorynem, dziedzicem wsi Siedliska, czyni na wpół realną, wpół baśniową postać kobiecą, sprowadzając antagonizm klasowy do patriarchalnych przepychanek. W końcu postanawia zamienić miejscami chama i pana – z tej próby wynika jednak niewiele ponad konkluzję, że cham zawsze pozostanie chamem, gdy wkroczy do salonu. Rabację wywołuje natomiast „pański” chłop, Wiktoryn w ciele Szeli, a jej przebieg, relacjonowany z perspektywy pańskiej, to pasmo makabrycznych obrazów, dobrze znanych ze szlacheckiej legendy. Rak stworzył więc Szelę „okrutnego, ale nieszkodliwego” – pisze Przemysław Czapliński. Emancypacja to zmiana obsady ról, która nie zmienia hierarchii władzy.

Całą tę optykę wywrócił wcześniej spektakl Demirskiego i Strzępki z 2011 r. W imię Jakuba S – najodważniejszy, jak dotąd, gest zderzenia klasy średniej z własną niewygodną przeszłością chłopską. Szela jako wulgarny, zapijaczony ojciec i nieproszony gość pojawia się na wigilii, żeby przynieść nowe święto, inne od tych pańskich: „Wy macie tam swoje kieliszki na czwartego czerwca, toasty, a ja mam swoje. I się nam te święta na kalendarze nie nakładają”. Zmusza więc dzisiejszą klasę zależną – tyleż pogubioną w konsekwencjach transformacji, co fetującą jej rocznice – do konfrontacji z tradycją ludowego oporu, proponując pewne rewolucyjne ćwiczenie: „Masz jeden dzień, dwadzieścia cztery godziny, żeby urządzić sobie świat po swojemu. Co byś zrobił w jeden dzień?”. Pytanie to, powracające refrenicznie przez cały spektakl, pozostaje niejako w zawieszeniu (jeśli pominąć konsumpcyjne repliki bohaterów). A jednocześnie okazuje się wciąż najpilniejszym pytaniem, uderzającym w kryzys społecznej wyobraźni politycznej.

Najnowsze

Powtarzanie historii?

Powtarzanie historii?

30 stycznia 1933 roku Adolf Hitler całkowicie legalnie przejął władze, czyli stery rządu, w sąsiadujących z Polską...

Sprawdź również

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...

Coś ty uczynił ludziom Mickiewiczu?

Coś ty uczynił ludziom Mickiewiczu?

Wołanie Norwida zawisło w polskiej próżni do czasu aż Tadeusz Boy Żeleński zaczął pisać „Brązowników”. Starając się dotrzeć do prawdziwej postaci wieszcza, ściągnął go z cokołu i pokazał złożoność jego życia. Dziś wiedza o Mickiewiczu zanikła ponownie, znów jego...

Stulecie Zakonu Salezjanów w Sokołowie

Stulecie Zakonu Salezjanów w Sokołowie

Pamiętamy i wysoko cenimy działalność edukacyjną w dziedzinie kultury i wychowania patriotycznego. Jeszcze na ulicach Warszawy bili się o wolność i honor powstańcy, a w kościele św. Rocha przy ulicy Kosowskiej odbywała się msza święta w intencji powstańców. Było to we...

O pewnej wystawie w Sejmie

O pewnej wystawie w Sejmie

Oglądałem niedawno reportaż z otwarcia wystawy prac, dzieł? posła Marka Suskiego w Sejmie RP. Wiem, mamy wolność i swobodę wypowiedzi „Każdy śpiewać może …”. Przez niemal pół wieku pracy w szeroko rozumianej kulturze miałem możliwości oglądania tysięcy wystaw artystów...

Otwarcie Festiwalu Filmów Chińskich w Warszawie

Otwarcie Festiwalu Filmów Chińskich w Warszawie

Artykuł partnerski - China Media Group 5 grudnia 2025 w Warszawie odbyła się inauguracja Festiwalu Filmów Chińskich 2025. W ceremonii otwarcia udział wzięło około 300 gości, którzy obejrzeli film „Ne Zha 2: W krainie potworów”. Ambasador Chin w Polsce, Lu Shan,...

Sodoma albo Salo albo Polska

Sodoma albo Salo albo Polska

Na początku był grzech. No może nie całkiem na początku, bo na samym początku było słowo, ale historia człowieka zaczyna się od grzechu. Przynajmniej ta biblijna. Grzech towarzyszy człowiekowi przez cały Stary Testament. W Nowym więcej się mówi o miłości i o...

Mariusz Szczygieł z Nagrodą im. Karoliny Beylin

Mariusz Szczygieł z Nagrodą im. Karoliny Beylin

Już po raz czwarty Oddział Warszawski Stowarzyszenia Dziennikarzy RP przyznał Nagrodę im. Karoliny Beylin dla dziennikarzy stolicy za wybitne osiągnięcia zawodowe. Podczas uroczystości w Domu Dziennikarza w Warszawie, która odbyła się 2 grudnia, wyróżnienie odebrał...