Przedwyborcze wpuszczanie w kanał

22 lip 2018

Rząd PiS najprawdopodobniej będzie jednak musiał zacząć przekopywanie Mierzei Wiślanej. Dopiero po wyborach prezydenckich w 2020 r. ten pomysł może zostać odłożony ad acta.

 

W miarę zbliżania się wyborów samorządowych, coraz częściej, tradycyjnie już, pojawia się temat kanału przez Mierzeję Wiślaną.
Rząd wykorzystuje obietnicę przekopania Mierzei w kampanii przedwyborczej. Dlatego właśnie podczas niedawnego spotkania z mieszkańcami Ostródy (warmińsko-mazurskie) minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk zapewnił, iż przekop przez Mierzeję Wiślaną „da wielkie możliwości rozwojowe dla regionu”.
Wprawdzie nie do końca wiadomo, dlaczego Ostróda, oddalona o 75 km od Elbląga, ma się wielce rozwinąć w wyniku przekopu mogącego skrócić drogę z małego portu w Elblągu na Bałtyk, ale oba te miasta są w tym samym województwie, więc ważne, by zgodnie zagłosowały na kandydatów samorządowych z PiS.
Dziś w woj. warmińsko-mazurskim rządzi koalicja PSL-PO. Taka sama koalicja rządzi w województwie pomorskim, do którego należy Mierzeja Helska – toteż minister Marek Gróbarczyk nie szczędził słów krytyki pomorskiemu urzędowi marszałkowskiemu.

 

Rosjanie utrudniają jak mogą

Minister oświadczył, iż: „jest ogromne oddziaływanie strony rosyjskiej na tę inwestycję, by ona nie powstała” – i oskarżył urząd marszałkowski woj. pomorskiego, że wpisuje się w te działania. Zabrzmiało to niemal jak oskarżenie o zdradę stanu i szpiegostwo na rzecz Rosjan. Wiadomo, że Rosja nie jest państwem przyjaznym Polsce, ale dobrze by było, aby minister przedstawił jakieś dowody na poparcie swoich słów o wpisywaniu się polskiego samorządu w rosyjskie działania. Trudno jednak na to liczyć, bo minister oczywiście nic nie wie o żadnych ogromnych naciskach ze strony Rosji, mających zablokować kanał przez Mierzeję – a to co mówi, mówi w ramach kampanii wyborczej.
Słowa ministra Gróbarczyka mają wszelako pewne uzasadnienie, bo rząd wielokrotnie obiecywał, iż budowa kanału przez Mierzeję rozpocznie się w listopadzie tego roku, czyli całkiem niedługo – więc potrzebne jest jakieś dobrze brzmiące uzasadnienie tego, że budowa się jednak nie rozpocznie.
Dlatego też, na wspomnianym spotkaniu w Ostródzie minister mnożył trudności stojące przed tą inwestycją, którą określił jako „ryzykowną” (wcześniej PiS-owscy decydenci nie mówili tak o przekopie przez Mierzeję). To nie tylko Rosjanie oraz wraży pomorski urząd marszałkowski stanowią problem, lecz i konieczność czekania na opinię oddziaływania tej inwestycji na środowisko – co musi potrwać, bo dopiero niedawno inwestor czyli Urząd Morski w Gdyni, złożył do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Olsztynie raport na ten temat.

 

Co zrobić, żeby nie robić?

Co gorsza, planowane koszty przekopania Mierzei rosną, czemu winien jest oczywiście poprzedni rząd z Platformy Obywatelskiej, gdyż, jak powiedział minister Gróbarczyk, tamten rząd nie zbudował kanału przez Mierzeję. W ten sposób minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej uznał, że rząd PO zbudowałby ten kanał taniej niż rząd PiS – i jako fachowcowi, należy mu wierzyć.
Problemem jest też stopień skomplikowania projektu przekopu (co trochę dziwi, bo jeszcze dwa lata temu PiS uznawał, że jest to sprawa w miarę prosta i nie nastręczająca większych kłopotów). Będzie to bowiem, jak wyjaśnił minister Gróbarczyk, inwestycja kompleksowa: najpierw układ drogowy, budowa mostów zwodzonych, a potem przekop, budowa śluzy i toru podejściowego wraz z falochronami.
W związku z tym wszystkim, prace nad projektem jeszcze więc trwają – a dopiero wtedy gdy się zakończą, będzie można ogłosić przetarg na budowę kanału przez Mierzeję, co powinno nastąpić jesienią tego roku. Wiadomo zaś, że przetarg też musi potrwać, a jego zwycięzca będzie potrzebował czasu, by rozpocząć prace.
W ten sposób minister przygotowuje tzw. opinię publiczną do tego, że budowa kanału się jednak nie rozpocznie – co trzeba wszakże robić delikatnie, by publiczność nie potraktowała pomysłu przekopu Mierzei jako kolejnej lipy ze strony PiS.

 

Symbol wstawania z kolan

Projekt budowy kanału przez Mierzeję Wiślaną to jeden z najgłośniejszych propagandowo pomysłów PiS. Ma liczyć ok. 1300 m długości i 5 m głębokości, dzięki czemu do portu w Elblągu będą mogły łatwiej wpływać większe statki.
Kanał ma jednak dla PiS znaczenie przede wszystkim propagandowe i polityczne. Powinien pomóc temu ugrupowaniu w wygraniu tegorocznych wyborów samorządowych. Przede wszystkim zaś, ma stanowić widomy przejaw naszej niezależności od Rosji. Dotychczas bowiem najdogodniejsze wyjście z Elbląga na Bałtyk wiedzie przez cieśninę Pilawską, której oba brzegi należą właśnie do Rosji. Rosjanie nie czynią wprawdzie trudności w ruchu polskich statków przez tę cieśninę (bardzo zresztą ograniczonym, bo przeładunki w elbląskim porcie spadły ze 168 tys. ton w 2016 r. do zaledwie 100 tys. ton w roku ubiegłym). Nie przystoi jednak, by jednostki z biało-czerwoną banderą musiały pokonywać obce, nieprzyjazne terytorium.
Jest też wprawdzie inne wyjście z Zalewu Wisłanego na Bałtyk, leżące całkowicie w Polsce, przez Szkarpawę i Wisłę. Jest ono jednak mniej dogodne, płytsze, a przede wszystkim nie ma takiego wydźwięku symbolicznego, jak budowa nowego kanału.
Druga Rzeczpospolita budowała port w Gdyni, konkurencyjny wobec Wolnego Miasta Gdańsk – więc rząd PiS opowiada, że chciałby zbudować chociaż kanał, konkurencyjny wobec cieśniny Pilawskiej. Różnica polega na tym, że port w Gdyni rzeczywiście powstał i działa, natomiast budowa kanału przez Mierzeję, a także późniejsze utrzymanie go w stanie żeglowności, są mocno wątpliwe.

 

Nikt się nie chce śpieszyć

Ta inwestycja nie ma w pełni jednoznacznego poparcia także i w kręgach PiS. Słychać więc sygnały, iż dalszy scenariusz może wyglądać tak, że jeśli wybory samorządowe odbędą się wcześniej, czyli w drugiej połowie października, to rząd będzie mógł z czystym sumieniem odłożyć budowę kanału. Skoro bowiem rozpoczęcie prac zapowiedziano na listopad, nikt nie powinien mieć pretensji, że nie rozpoczną się w październiku.
Po wyborach samorządowych nie będzie się już pamiętać o kanale, potem przyjdzie zima – i dopiero w 2019 r., przed wyborami parlamentarnymi trzeba będzie zamarkować jakieś prace, żeby opozycja się nie czepiała, że PiS zapomina o swych obietnicach. Jeśli zaś wybory zostaną zaplanowane na listopad, to niewykluczone, iż na kilka dni wcześniej odbędą się jakieś działania pozorowane: zostanie ogrodzony teren, przyjadą geodeci, ciężarówki coś przywiozą itp.
Niezależnie od terminu tegorocznych wyborów, wiadomo, że dopiero po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych, a niewykluczone, że i po prezydenckich w 2020 r., budowa kanału przez Mierzeję będzie mogła być odłożona ad calendas graecas.

Najnowsze

Powtarzanie historii?

Powtarzanie historii?

30 stycznia 1933 roku Adolf Hitler całkowicie legalnie przejął władze, czyli stery rządu, w sąsiadujących z Polską...