Masz, czego chciałeś Grzegorzu Dyndało …

4 lip 2016

Rezultaty przeprowadzonego 23 czerwca na Wyspach referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej przez część polityków na świecie przyjmowana jest – łagodnie rzecz określając – z pewnym niedowierzaniem.

Tymczasem kluczem do zrozumienia decyzji zarówno o zorganizowaniu owego referendum jak i jego rezultatów jest słynne zdanie, jakie wypowiedział onegdaj Henry John Temple, Wicehrabia Palmerston, konserwatywny polityk i premier rządu Wielkiej Brytanii w latach 1855 – 58 oraz 1859 – 65: „Anglia nie ma wiecznych sojuszników ani wiecznych wrogów, wieczne są tylko interesy Wielkiej Brytanii i obowiązek ich ochrony”. Tylko tyle i aż tyle. W ich rozumieniu świata miejsca na lojalność dla partnerów (ha! ha! ha!) nie ma, o czym boleśnie przekonaliśmy się choćby w 1939 roku, kiedy to nasz „sojusznik” nie tylko nie wypełnił swych traktatowych zobowiązań (czego zresztą – jak pokazały odtajnione dokumenty – nigdy nie zamierzał zrobić!), ale i nie uznał za stosowne poinformowania polskiego rządu o treści paktu Ribbentrop – Mołotow, tekst którego – za pośrednictwem dyplomacji szwedzkiej, znalazł się w Londynie natychmiast po jego podpisaniu przez sygnatariuszy. Taką samą opinię o synach Albionu, jako nielojalnych i wiarołomnych partnerach, miał generał Charles de Goule, który do końca życia (skutecznie!) blokował ich przyjęcie do wspólnoty europejskiej. O tym, że ów Wielki Europejczyk miał rację przekonywali nas wielokrotnie sami zainteresowani – ostatnio 23 czerwca Anno domini 2016.
Warto sobie może teraz przypomnieć, jak i dlaczego zrodziła się idea przeprowadzenia referendum ostatecznie zakończonego „Brexitem”. W tym celu wypada nam się cofnąć w czasie do 23 stycznia 2013 roku, kiedy to premier David Cameron obiecał swoim rodakom, że między 2015 a 2018 rokiem będą mogli wypowiedzieć się w ogólnokrajowym referendum na temat dalszego pozostawania Wielkiej Brytanii w strukturach Unii Europejskiej. Skąd nagle zrodziła się taka idea? Otóż „sprytny” premier w obliczu czekających go wkrótce trudnych wyborów parlamentarnych, wpadł na pomysł, aby obietnicą referendum zagospodarować głosy rosnących w siłę eurosceptyków, osłabiając tym samym konkurentów z Partii Niepodległości, dla których było to sztandarowe hasło. Przy okazji, szantażując unijnych partnerów wyjściem z Unii, wymusił na nich kolejne „wyjątkowe prawa” dla swego kraju. Grając cynicznie groźbą anty unijnego referendum dążył po prostu do osiągnięcia maksymalnych korzyści dla siebie, swego ugrupowania i kraju – dokładnie w tej kolejności. Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle, choć początkowo wszystko układało się po myśli Camerona. Torysi wygrali „w cuglach” wybory parlamentarne, a ich lider w aureoli zwycięskiego męża stanu ruszył w objazd kraju głosząc wszem i wobec, że aby Wielka Brytania zechciała nadal pozostać członkiem Wspólnoty, musi otrzymać od Brukseli sowitą zapłatę – w przeciwnym wypadku – good bye!
Drugi etap intrygi także przebiegł zgodnie z oczekiwaniami: „postawieni pod ścianą” unijni przywódcy zgodzili się na dalsze ustępstwa i kolejne „specjalne prawa” dla Albionu. Teraz, aby można było odtrąbić pełen sukces, należało już „tylko” przekonać społeczeństwo do głosowania za pozostaniem. Ale „Dżin” raz wypuszczony z butelki wcale nie zamierzał dać się w niej z powrotem zamknąć! Rozsierdzeni ludzie, którym rano kładziono do głowy, że należy jak najszybciej „wziąć interes w swoje ręce” (cokolwiek miałoby to oznaczać) zaś wieczorem tłumaczono, że to było tylko „na niby”, zawzięli się, aby wreszcie raz na zawsze dać sobie spokój z tą całą Europą. Trzeba przyznać, że determinacji dodawały im kolejne poczynania Pani Kanclerz Merkel, która nie pytając nikogo o zdanie, arbitralnie podejmowała – oczywiście w imieniu całej Unii – kolejne katastrofalne decyzje. Po ogłoszeniu, że „wszystkich uchodźców witamy”, co spowodowało ogólnoeuropejskie imigracyjne tsunami, pojechała szukać pomocy u dyktatora Turcji (dla niepoznaki zwanego prezydentem), obiecując mu w zamian przyspieszenie rozmów o integracji jego kraju z Unią oraz zniesienie wiz dla Turków. Lekarstwo gorsze od choroby! W tym stanie rzeczy nic już nie pomogło ogłoszenie przez Camerona, że Turcja może wejść do Unii najwcześniej w roku trzytysięcznym – Brytyjczycy zbyt twardo stąpają po ziemi, by nie zdawać sobie sprawy, że decyzje w tych spawach zapadają gdzieś bardzo wysoko ponad ich (i ich premiera) głowami…
Ciąg dalszy znamy – głosy tych, którzy do końca przekonywali, że Brexitu na pewno nie będzie (co ciekawe byli wśród nich także bukmacherzy) mogły co najwyżej świadczyć o zaklinaniu rzeczywistości lub całkowitym od niej oderwaniu. Jakie następstwa brytyjskie NIE może mieć dla Europy i świata? Nie zamierzam tu powielać pisanych najwyraźniej „na społeczne zamówienie” katastroficznych prognoz dla „krnąbrnych Brytoli” – skupię się więc głównie na pozytywach. Najistotniejsze dla wszystkich polityczne konsekwencje Brexitu, to po pierwsze zmniejszenie roli USA w Europie. Jak wiadomo Amerykanów z Brytyjczykami zawsze łączyły dużo bliższe relacje niż z pozostałymi europejskimi państwami. To właśnie Londyn był głównym promotorem amerykańskich pomysłów od najazdu na Irak począwszy, po forsowanie podpisania TTIP w ostatnim czasie. Będąc ważnym państwem Unii, mógł promować pomysły Waszyngtonu, „trzymać rękę na pulsie” w Brukseli i ewentualnie blokować niekorzystne dla swej „metropolii” rozwiązania, co – dodajmy – czynił. Teraz – nawet, jeśli to się jeszcze całkiem nie skończyło, to z pewnością owe możliwości znacznie się zmniejszyły – z wielkim pożytkiem dla Europy. Jako pierwszy z brzegu przykład podać można właśnie negocjacje w sprawie podpisania TTIP, na które po Brexicie szanse są więcej niż iluzoryczne. Dzięki Bogu!
Być może też będzie teraz okazja, aby Unia zaczęła wycofywać się z bezwarunkowego popierania wszystkich działań neobanderowskich władz w Kijowie oraz odejścia od polityki nie tylko nieefektywnych, ale wręcz idiotycznych i szkodliwych sankcji wobec Rosji, podjętych pod oczywistą presją Wielkiego Brata. Wszystkim, którzy mówią, że to była odpowiedź na „aneksję” Krymu i „rosyjską agresję przeciwko Ukrainie” zalecam przypomnienie sobie całej sekwencji wydarzeń – od inspirowanego przez USA zamachu stanu w Kijowie, zakończonego żyrowanym przez Unię obaleniem demokratycznie wybranego prezydenta tego kraju, poprzez zastrzelenie przeszło stu osób na kijowskim Majdanie przez snajperów umiejscowionych – trzeba trafu – w budynkach opanowanych przez puczystów, aż do triumfalnego ogłoszenia przez prezydenta Poroszenkę „Operacji Antyterrorystycznej” rozpoczętej najazdem ukraińskiego wojska na protestujących – wówczas jeszcze pokojowo – mieszkańców Donbasu. Terroryści istotnie byli, tyle, że siedzieli w ukraińskich czołgach.. Zmiany winny też – moim zdaniem – stopniowo objąć stosunki pomiędzy sojusznikami w NATO. Europejczycy coraz mniej chętnie patrzą na jankeskie „potrząsanie szabelką”, czego dobitnym wyrazem może być kilka ostatnich wypowiedzi niemieckiego ministra spraw zagranicznych.
Tu dochodzimy do kolejnego aspektu – wpływu brytyjskiego referendum na wydarzenia na naszym kontynencie – eksplozji euro sceptycyzmu. Oczywiście głównym powodem są wspominane działania kierowniczych gremiów Unii, ale sukces Brexitu (dla eurosceptyków rzecz jasna) doda wiatru w żagle podobnie myślącym w całej Europie. Nie jest przypadkiem, że następnego dnia po ogłoszeniu przez Londyn rezultatów referendum odezwały się głosy wzywające do ogłoszenia analogicznych w Danii i Holandii, zaś przywódczyni francuskiego Frontu Narodowego – Marie le Pen – nazwała jego wynik „wielkim zwycięstwem”. Jej szanse w wyborach prezydenckich we Francji są bardzo poważne, a takiego scenariusza Unia po już prostu nie przeżyje.
Czy zatem jest jakaś szansa powstrzymania nadciągającego tsunami? Jest, ale konieczna byłaby diametralna zmiana prowadzonej polityki – nieakceptowalnej dla większości obywateli Unii – oraz sposobu jej prowadzenia. Decyzje muszą zapadać w sposób demokratyczny i transparentny, a gremia je podejmujące muszą odzyskać w społecznej ocenie elementarną wiarygodność – zresztą zostaną one w większości wkrótce wymienione w demokratycznych wyborach. Kariery Angeli Merkel i Davida Camerona można z pewnością uznać za zakończone. Ludzie widzą przecież zakłamanie i podwójne standardy, zgodnie z którymi Turcja i Ukraina są w pełni „demokratyczne”, za to stan demokracji w Polsce, czy na Węgrzech budzi obawy unijnych mędrców. Nie budzi zaś żadnych obaw oczywista dyskryminacja mniejszości na Łotwie, Litwie i w Estonii, czy mordowanie Kurdów przez turecką armię. Przez wiele lat ludzie widząc – te i inne przypadki, milczeli, nie wierząc, że ich głos może coś zmienić. Brytyjskie referendum z 23 czerwca przekonało ich, że może! I pewnie zechcą teraz z tego korzystać. Także za oceanem, co bardzo źle wróży pewnej blondynce, startującej tam w wyścigu do prezydentury…

Najnowsze

Powtarzanie historii?

Powtarzanie historii?

30 stycznia 1933 roku Adolf Hitler całkowicie legalnie przejął władze, czyli stery rządu, w sąsiadujących z Polską...

Sprawdź również

Rząd chce pozbawiać wolności dzieci

Rząd chce pozbawiać wolności dzieci

My się tutaj złościmy na to, co robią służby graniczne w USA, tymczasem nasz rząd w swojej wiecznej i beznadziejnej pogoni za uznaniem Konfederacji, postanowił pozbawiać wolności… dzieci. „Nowe przepisy pozwalają na umieszczanie w strzeżonych ośrodkach dzieci...

Robotnicy do Sejmu

Robotnicy do Sejmu

Demokrację w Polsce wywalczyli robotnicy. I na tym się ich rola skończyła. Nikomu nie przyjdzie nawet do głowy, żeby gdziekolwiek kandydowali, choćby do rady gminy. Uznano, ze nadają się tylko do pracy, a decydować i myśleć będą za nich lepsi goście. Biznesmeni,...

Kościuszko – problem dla prawicy

Kościuszko – problem dla prawicy

W 230. rocznicę Insurekcji 1794 roku, Senat RP poświęcił specjalną uchwałę z dn. 4 kwietnia 2024 r. Wielu polityków chętnie grzało się w blasku obchodów tej historycznej rocznicy i postaci samego Naczelnika Tadeusza Kościuszki. Czy jednak dla polityków prawicy idee...

Konfederackie imperium kontratakuje

Konfederackie imperium kontratakuje

Imperium Kontratakuje – tak będzie się nazywać nowa partia Sławomira Mentzena po tym, jak sąd wykreślił partię Nowa Nadzieja, ponieważ jego ludzie nie ogarnęli złożenia sprawozdania finansowego. Fajnie, że wreszcie rozpoznali poprawnie swoją tożsamość po...

Świat widziany z Waszyngtonu

Świat widziany z Waszyngtonu

Z europejskiej perspektywy łatwo ulec złudzeniu, że globalna polityka obraca się wokół naszych kryzysów: wojny w Ukrainie, rosyjskiego imperializmu czy sporów wewnątrz samej UE. Dla Stanów Zjednoczonych są to jednak kwestie drugorzędne. Amerykańska strategia nie...

Powtarzanie historii?

Powtarzanie historii?

30 stycznia 1933 roku Adolf Hitler całkowicie legalnie przejął władze, czyli stery rządu, w sąsiadujących z Polską Niemcami, noszącymi wtedy nazwę Republiki Weimarskiej. Tego słonecznego dnia Prezydent Republiki Paul von Hindenburg, członek zasłużonej dla państwa i...

Liga supermemów

Liga supermemów

Oczywiście Prezydent USA chciałby szefować lidze supermenów, ale życie to nie komiks, choć czasem bywa farsą. Aktualny prezydent nie powinien być zaskoczeniem dla świata ani tym bardziej dla Amerykanów. Przecież to nie pierwsza kadencja a wiadomo, że druga musi być...