Łapy Trumpa w Wenezueli
Atak sił zbrojnych/specjalnych USA na stolicę Wenezueli — Caracas i prezydenta Maduro — był przede wszystkim bandycki, pozbawiony wcześniejszej zgody amerykańskiego Kongresu, a ponadto jakiejkolwiek legitymacji prawa międzynarodowego. Oparty jedynie na zasadzie siły. Maduro był dyktatorem, a jego samego i jego otoczenie toczyły rozliczne, i poważne, choroby władzy. Jednak z inicjatywy Trumpa obalono go również w iście dyktatorski sposób. Nie można zbudować prawdziwej demokracji w tak niedemokratyczny sposób. Jednocześnie Trump wprost mówi o motywacji jego administracji odnoszącej się głównie do chęci eksploatacji wenezuelskiej ropy naftowej przez Amerykanów i amerykańskie koncerny. A deklarowaną przez niego wolę walki z kartelami narkotykowymi pochodzącymi z Wenezueli należy odczytywać jako pretekst, przy większym napływie narkotyków do Stanów np. z Meksyku.
Zapowiadany i planowany proces uprowadzonego Maduro w USA trudno zatem byłoby postrzegać inaczej niż tylko jako sceniczne przedstawienie i parodię niezależnego sądu.
Na określenie działań Trumpa w Wenezueli cisną się określenia takie jak imperializm, neokolonializm oraz plany faktycznej okupacji… Twierdzi, że chce naprawiać sytuację społeczno-polityczną w innych krajach, podczas gdy same Stany mają wiele wewnętrznych i nierozwiązanych problemów. A i tak wszystko sprowadza się do nieskrywanej, ślepej żądzy pieniądza. Ostatnie wydarzenia wokół Wenezueli można by skomentować także powiedzeniem – „przygania kocioł garnkowi, a oba smolą”.
Jednocześnie należy zauważyć, że Trump swoimi obecnymi działaniami nie po raz pierwszy łamie obietnice, jakie składał przed wyborami prezydenckimi, o planowanej nieingerencji militarnej USA w sytuację wewnętrzną obcych krajów (kojarzone z ruchem MAGA). A skłania się ku podziałowi świata na regionalne strefy mocarstwowych wpływów. Co ciekawe, jego działania są często mocno krytykowane w samym społeczeństwie amerykańskim.
Media uraczyły nas aktualnie wieloma fejkowymi pseudoinformacjami, jak np. o rzekomej ucieczce wiceprezydentki Wenezueli do Rosji oraz wywodami samego Trumpa — pełnymi sloganów, przeinaczeń i zwykłej bezczelności. Otóż amerykański prezydent chciałby, aby obecne władze Wenezueli (bez Maduro na czele) znalazły się pod jego „butem”, mówi też o możliwej na ich miejsce „grupie nowych ludzi”, a inną alternatywą do objęcia lokalnych rządów pozostaje — w głównej mierze — skrajnie prawicowa opozycja. Ale dopiero czas — i to jak zachowają się wenezuelskie siły wewnętrzne oraz społeczne — pokaże rozwój dalszych wypadków (a ten może być bardzo różny).










